W dobie epidemii COVID-19 powraca kwestia związana z opłatą reprograficzną jako nowym podatkiem od smartfonów. O co chodzi? 

Opłata reprograficzna jest doliczana do ceny urządzeń i nośników, które służą do kopiowania treści, jak na przykład kopiarki, nagrywarki oraz nośniki, czyli płyty CD i DVD. Jej celem jest ochrona artystów przed stratami finansowymi - uzyskane z daniny pieniądze trafiają do artystów jako rekompensata za kopiowanie dzieł na użytek własny przez nabywców.

W Polsce opłata ta wynosi od 1 do 3 procent ceny sprzętu i przez długi czas nie była aktualizowana, gdyż obowiązuje między innymi na kasety VHS czy płyty CD i DVD, ale nie odnosi się jeszcze do smartfonów. W odróżnieniu od Polski inne państwa członkowskie Unii Europejskiej zaktualizowały już swoje ustawy dotyczące opłaty. Dlatego też i u nas jest o niej coraz głośniej. 

Warto zauważyć, że w dniu dzisiejszym jednak coraz rzadziej sięgamy po tego typu urządzenia umożliwiające kopiowanie treści.

Dzięki rozwojowi technologii wiele treści przechowujemy właśnie na telefonach komórkowych, które przestają być jedynie narzędziami do szybkiej, bezpośredniej komunikacji. Na smartfonach przecież słuchamy muzyki, czytamy wiadomości, oglądamy filmy, a nawet czytamy książki!  Przez rozwój Internetu jednak coraz rzadziej pobieramy treści bezpośrednio na nośniki, a zachowujemy je w tzw. "chmurach" - mamy do nich dostęp, ale nie posiadamy ich ani fizycznie ani jako pliki na telefonach czy tabletach. 

Przez to wymieniamy się różnymi treściami, udostępniamy je i korzystamy z nich wedle potrzeb, co sprawia, że coraz rzadziej sięgamy po produkty pochodzące bezpośrednio od artystów, przez co  oni zarabiają coraz mniej na swojej twórczości. 

Temat wzbudza wiele kontrowersji.

Zwolennicy nowego podatku podkreślają, że zebrane pieniądze będą stanowić cenne źródło pomocy finansowej dla polskiej kultury. Mają one też umożliwić utworzenie funduszu ubezpieczeniowego dla artystów, dzięki któremu mogliby oni otrzymywać pieniądze w sytuacjach takich jak epidemia, kiedy nie mają możliwości występowania czy kiedy sprzedaż jakichkolwiek dzieł jest bardzo ograniczona. Należy bowiem zauważyć, że większość polskich artystów nie jest objęta jakimkolwiek ubezpieczeniem społecznym. Pieniądze z daniny mogłyby zatem ich wesprzeć bez obciążania i tak już nadwyrężonego budżetu państwowego.

Innym argumentem zwolenników jest to, że podatek od smartfonów miałby zrównoważyć straty artystów wynikające z nielegalnego korzystania z kultury.

Głosy krytyki wobec nowego "podatku". 

Jednakże oponenci zauważają, że świadomość społeczeństwa polskiego wzrasta i coraz rzadziej sięgamy po nielegalne źródła, aby obejrzeć film czy posłuchać ulubionej płyty. Wybieramy abonamenty na Spotify i Netflixie, ponieważ są bezpieczne i wygodne w użytkowaniu. Z drugiej strony - warto to podkreślić -  opłata reprograficzna nie jest podatkiem od "piractwa"- a wynagrodzeniem dla twórców za zgodne z prawem kopiowanie legalnie pozyskanych utworów przez osoby fizyczne. 

Głosy krytyki podkreślają też, że opłata reprograficzna oznacza kolejny wzrost cen smartfonów, które i tak są wysokie, a smartfony nie są już w naszym społeczeństwie towarem luksusowym. Wręcz przeciwnie, stanowią niezbędne narzędzie do normalnego funkcjonowania w świecie - a możliwość kopiowania treści jest ich najmniej istotną funkcją.