Dokumenty wymagane do wniosku o pożyczkę unijną
Dokumenty wymagane do wniosku o pożyczkę unijną.
Cześć! Tu Radosław Michaś z Bankowości Firmowej.pl.
Jeśli słuchasz tego odcinka, to pewnie zastanawiasz się nad pożyczką unijną dla swojej firmy, albo już zacząłeś się do tego przymierzać.
I prędzej czy później trafisz na pytanie, które słyszę od klientów praktycznie codziennie: jakie dokumenty naprawdę są mi potrzebne?
Nie chcę Cię straszyć listą stu pozycji, bo tak naprawdę to nie jest aż tak skomplikowane, jeśli wiesz, czego się spodziewać.
Zresztą właśnie o to najczęściej rozbijają się plany przedsiębiorców – nie o brak dobrego pomysłu na inwestycję, tylko o niepewność, od czego w ogóle zacząć formalnie.
Chcę Ci raczej pokazać, jak to wygląda z mojej perspektywy, po piętnastu latach pracy z przedsiębiorcami z województwa łódzkiego.
Opowiem Ci, jak to zwykle przebiega u moich klientów, jakie dokumenty naprawdę robią różnicę, i jakie błędy najczęściej kosztują ludzi tygodnie oczekiwania.
Zacznijmy od historii, bo najlepiej to widać na konkretnym przykładzie.
Kilka miesięcy temu zgłosił się do mnie właściciel niewielkiej firmy usługowej z Łodzi.
Prowadził serwis elektroniki – naprawiał i konserwował sprzęt elektroniczny, od lat, ze stałą grupą klientów.
Miał pomysł na rozszerzenie działalności – w tym samym lokalu, obok serwisu, chciał otworzyć mały punkt gastronomiczny, z ofertą śniadaniową i lunchową.
Logika była prosta – serwis elektroniki miewa gorsze miesiące, kiedy nagle spada liczba napraw, a gastronomia daje bardziej regularny, codzienny przychód.
Kiedy przyszedł do mnie pierwszy raz, miał w głowie plan biznesowy, ale zero pojęcia, od czego zacząć formalnie.
Zapytał mnie wtedy dokładnie to pytanie, które jest tematem tego odcinka – jakie dokumenty w ogóle musi zebrać.
Usiedliśmy więc razem i rozpisaliśmy to na czynniki pierwsze.
Zaczęliśmy od dokumentów rejestracyjnych firmy, bo to jest absolutna podstawa – bez tego nie ma w ogóle o czym rozmawiać.
Potem przeszliśmy do dokumentów finansowych, bo fundusz pożyczkowy musi zobaczyć, jak firma radzi sobie finansowo na co dzień.
Kolejnym krokiem było opisanie samej inwestycji – co dokładnie ma powstać, ile to będzie kosztować, i dlaczego to się opłaca.
Cały proces zbierania dokumentów zajął mu około trzech tygodni, głównie dlatego, że część rzeczy trzeba było zamówić w urzędach, a to zawsze wymaga czasu.
Ale kiedy wniosek trafił do analizy, poszło sprawnie – bo dokumentacja była kompletna i spójna od samego początku.
Ostatecznie dostał pożyczkę na dwieście pięć tysięcy złotych, rozłożoną na sześć lat, z czteromiesięczną karencją na start nowego segmentu.
Dziś klient prowadzi zarówno serwis elektroniki, jak i małą kawiarnię śniadaniową – i te dwa segmenty świetnie się sezonowo uzupełniają.
To dobra ilustracja tego, o czym teraz chcę Ci opowiedzieć bardziej systematycznie – czyli jak naprawdę wygląda komplet dokumentów do wniosku o pożyczkę unijną.
Zacznę od tego, że dokumenty, których potrzebujesz, dzielą się właściwie na cztery, czasem pięć grup.
Pierwsza grupa to dokumenty tożsamości i rejestrowe – czyli wszystko, co potwierdza, kim jesteś i że Twoja firma istnieje formalnie.
To dowód osobisty, ewentualnie inne dokumenty potwierdzające tożsamość, a przy spółkach – też dane wspólników czy członków zarządu.
Do tego dochodzi NIP, REGON, i w zależności od formy działalności – albo aktualny wpis do CEIDG, albo odpis z KRS.
Ważne jest, żeby te dokumenty były aktualne – fundusze pożyczkowe zwracają uwagę na to, czy dane w rejestrach są zgodne ze stanem faktycznym.
Druga grupa to dokumenty finansowe, i to jest zwykle ta część, która zajmuje najwięcej czasu.
W zależności od formy opodatkowania będzie to pełna sprawozdawczość finansowa, czyli bilans i rachunek zysków i strat za ostatnie zamknięte lata, albo podsumowania z księgi przychodów i rozchodów, albo ewidencja przy ryczałcie.
Do tego dochodzą deklaracje podatkowe PIT albo CIT za ostatnie zamknięte okresy, zwykle trzy lata wstecz.
Fundusz chce zobaczyć nie tylko to, jak firma radziła sobie w przeszłości, ale też jak wygląda sytuacja bieżąca – dlatego prosi się też o dane z bieżącego roku, aktualne na maksymalnie 2 miesiące przed złożeniem wniosku.
Trzecia grupa to dokumenty potwierdzające brak zaległości – czyli zaświadczenia z ZUS i z Urzędu Skarbowego o niezaleganiu ze składkami i podatkami.
Tu jest jedna pułapka, o której zaraz powiem więcej – te zaświadczenia mają krótki termin ważności, więc kolejność ich zdobywania naprawdę ma znaczenie.
Czwarta grupa to dokumenty opisujące samą inwestycję – biznesplan albo opis planowanego przedsięwzięcia, czasem uzupełniony o oferty czy wyceny od dostawców.
I jeśli inwestycja dotyczy nieruchomości – dochodzi jeszcze piąta grupa, czyli dokumenty potwierdzające prawo właściciela do tej nieruchomości, czyli akt własności plus numer księgi wieczystej oraz kopia polisy ubezpieczeniowej.
Jest jeszcze jedna kategoria, o której ludzie często zapominają, a która potrafi zaskoczyć na późniejszym etapie – dokumenty dotyczące już istniejących zobowiązań finansowych firmy.
Chodzi o umowy kredytowe i leasingowe, razem z aktualnymi harmonogramami spłat i ewentualnymi aneksami.
Fundusz chce wiedzieć, jakie firma ma już obciążenia, żeby ocenić, czy udźwignie kolejną ratę – to naturalna część oceny zdolności do spłaty.
Podobnie jest z ewidencją środków trwałych – to lista tego, co firma już posiada, i bywa pomocna przy ocenie, czy planowana inwestycja rzeczywiście uzupełnia to, czego brakuje.
Jest też temat, który wielu przedsiębiorców w ogóle nie kojarzy z pożyczką – rozdzielność majątkowa małżeńska.
Jeśli prowadzisz firmę i masz ustanowioną rozdzielność majątkową z małżonkiem, fundusz może poprosić o dokument, który to potwierdza, bo wpływa to na sposób liczenia zdolności do spłaty i zabezpieczeń.
To nie jest wymóg, który dotyczy każdego, ale dobrze wiedzieć, że taka sytuacja może się pojawić, żeby nie było niespodzianki na etapie analizy wniosku.
Wracając na chwilę do historii mojego klienta z serwisu elektroniki – miał moment, w którym o mały włos nie stracił dwóch tygodni przez jedno zaświadczenie.
Zdobył zaświadczenie o niezaleganiu z Urzędu Skarbowego na samym początku procesu, razem z pierwszą turą dokumentów, bo chciał mieć to jak najszybciej z głowy.
Problem w tym, że zanim skompletowaliśmy resztę – biznesplan, dokumenty finansowe, dane od biura rachunkowego – minęły ponad trzy miesiące, i zaświadczenie straciło ważność.
Musieliśmy je zdobywać jeszcze raz, tuż przed samym złożeniem wniosku, co na szczęście zajęło tylko kilka dni, ale mogło nas kosztować sporo więcej czasu, gdyby urząd akurat miał kolejki.
Od tamtej pory zawsze mówię klientom – zaświadczenia z krótkim terminem ważności zostawiamy na absolutnie ostatni moment, kiedy reszta dokumentacji jest już gotowa.
Teraz przejdźmy do praktyki, czyli jak ja to zwykle organizuję z klientami, krok po kroku.
Krok pierwszy to rozmowa na starcie, w której ustalamy, jaki rodzaj pożyczki najlepiej pasuje do planowanej inwestycji.
To ważne, bo różne produkty mają różne wymogi dokumentacyjne, i nie ma sensu zbierać wszystkiego na zapas, zanim wiadomo, o który konkretnie program chodzi.
Krok drugi to szybki przegląd dokumentów rejestracyjnych – sprawdzamy, czy wpis w CEIDG albo w KRS jest aktualny, czy dane się zgadzają, czy nie ma tam żadnych rozbieżności.
Krok trzeci to zebranie dokumentów finansowych, i to zwykle robię razem z biurem rachunkowym klienta, żeby dane były spójne i żeby nikt nie musiał dwa razy szukać tych samych informacji.
Krok czwarty to przygotowanie opisu inwestycji – tutaj pomagam klientowi ubrać w słowa to, co często ma już w głowie, ale nie potrafi tego jeszcze przełożyć na język, którego oczekuje regulamin naboru.
Krok piąty to zamówienie świeżych zaświadczeń z ZUS i z Urzędu Skarbowego – i to robimy zawsze na samym końcu, tuż przed złożeniem wniosku albo wręcz po decyzji pożyczkowej, właśnie dlatego, że one szybko tracą ważność.
Krok szósty, jeśli dotyczy – to skompletowanie dokumentów do nieruchomości, czyli aktu kupna albo innego dokumentu potwierdzającego prawo do lokalu czy gruntu.
Krok siódmy to złożenie kompletnego wniosku wraz z całą tą dokumentacją, i tutaj moja rola polega też na tym, żeby jeszcze raz sprawdzić spójność wszystkiego, zanim wniosek trafi do analityka.
Krok ósmy to już etap analizy po stronie funduszu, gdzie czasem trzeba coś doprecyzować albo dosłać, i tutaj też staram się być pomostem między klientem a instytucją, żeby to szło sprawnie.
Cały ten proces, licząc od pierwszej rozmowy do złożenia kompletnego wniosku, trwa zwykle od dwóch do czterech tygodni, w zależności od tego, jak szybko klient ma dostęp do swoich dokumentów finansowych.
Warto też powiedzieć, że forma prawna firmy trochę zmienia szczegóły tej listy.
Przy jednoosobowej działalności gospodarczej podstawą jest wpis do CEIDG, i zwykle nie ma dodatkowych dokumentów korporacyjnych do zbierania.
Przy spółce z ograniczoną odpowiedzialnością dochodzi odpis z KRS, czasem uchwała wspólników zezwalająca na zaciągnięcie zobowiązania, a przy większych kwotach – też dokumenty dotyczące reprezentacji, czyli kto w imieniu spółki może podpisać umowę pożyczki.
Przy spółkach cywilnych trzeba pamiętać o dokumentach każdego ze wspólników z osobna, bo odpowiadają solidarnie całym swoim majątkiem.
To są detale, które na pierwszy rzut oka wydają się drobne, ale potrafią wydłużyć proces, jeśli nikt wcześniej o nich nie pomyślał.
Dlatego zawsze pierwsza rozmowa z klientem zaczyna się właśnie od ustalenia formy prawnej i struktury właścicielskiej firmy – to determinuje resztę listy dokumentów.
A teraz kilka słów o błędach, bo widziałem ich naprawdę sporo na przestrzeni lat.
Pierwszy i chyba najczęstszy błąd to zbieranie dokumentów w ostatniej chwili, dopiero po podjęciu decyzji o złożeniu wniosku.
To prowadzi do sytuacji, w której czekasz na urząd, urząd czeka na kolejkę, a termin naboru tymczasem się zbliża.
Drugi błąd to nieaktualne zaświadczenia o niezaleganiu z ZUS i US – ludzie zdobywają je za wcześnie, zanim jeszcze wniosek jest gotowy, a potem zaświadczenie traci ważność, zanim zdąży trafić do funduszu.
Trzeci błąd to niespójność między danymi w różnych dokumentach – na przykład inny adres w CEIDG niż na dowodzie osobistym, po ostatniej przeprowadzce, o której ktoś zapomniał zaktualizować.
Czwarty błąd to zbyt ogólny opis inwestycji – sam plan zakupu maszyny czy remontu lokalu to za mało, fundusz chce zobaczyć uzasadnienie ekonomiczne, czyli jak to wpłynie na przychody i koszty firmy.
Piąty błąd to brak dokumentów dotyczących nieruchomości, kiedy inwestycja jej dotyczy – ludzie zapominają, że stara umowa najmu może być już nieaktualna, albo że trzeba dopiero uzyskać zgodę właściciela lokalu na planowane prace.
Szósty błąd, może najbardziej frustrujący, to niedopilnowanie terminów – zaświadczenia są ważne tylko przez określony czas, i jeśli proces się przeciąga, trzeba je zdobywać ponownie.
Wszystkie te błędy mają jedną wspólną cechę – da się ich uniknąć, jeśli wcześniej wiesz, w jakiej kolejności działać.
I właśnie dlatego uważam, że warto rozłożyć ten proces w czasie, zamiast robić wszystko naraz, w ostatnim tygodniu przed terminem naboru.
Często pada też pytanie, co się dzieje, jeśli mimo wszystko czegoś zabraknie już po złożeniu wniosku.
To nie jest koniec świata – fundusze pożyczkowe zwykle dają możliwość uzupełnienia braków w wyznaczonym terminie, najczęściej kilku- lub kilkunastu dni.
Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy brakujących dokumentów jest dużo albo kiedy dotyczą one kluczowych elementów, na przykład niespójnych danych finansowych – wtedy proces analizy po prostu się wydłuża, czasem o kolejne tygodnie.
Dlatego moim celem, kiedy pracuję z klientem, jest złożenie wniosku, który od razu jest kompletny, żeby ten etap uzupełnień w ogóle nie był potrzebny.
To oszczędza czas nie tylko klientowi, ale też pokazuje funduszowi, że wnioskodawca podszedł do sprawy poważnie, co – nieformalnie rzecz biorąc – też ma znaczenie przy ocenie wiarygodności.
Podsumowując – kompletny wniosek o pożyczkę unijną to zwykle cztery, czasem pięć grup dokumentów: tożsamościowe i rejestracyjne, finansowe, zaświadczenia o niezaleganiu, opis inwestycji, i ewentualnie dokumenty do nieruchomości.
Żadna z tych grup osobno nie jest skomplikowana – trudność pojawia się dopiero wtedy, kiedy trzeba to wszystko skoordynować w czasie, zwłaszcza te dokumenty o krótkim terminie ważności.
Jeśli planujesz złożenie wniosku w najbliższych miesiącach, moja rada jest prosta – zacznij od dokumentów rejestracyjnych i finansowych już teraz, a zaświadczenia z ZUS i US zostaw na sam koniec.
A jeśli wolisz, żeby ktoś przeprowadził Cię przez to od początku do końca, dokładnie to robię na co dzień – dobieram odpowiedni produkt, przygotowuję wniosek, i pilnuję całego procesu, żebyś Ty mógł się skupić na prowadzeniu firmy.
Tak jak w historii, którą opowiedziałem na początku – klient przyszedł z pomysłem, a resztę formalności przeszliśmy razem, krok po kroku, bez niepotrzebnego stresu.
Jeżeli chcesz wiedzieć więcej o tym, jak naprawdę wygląda finansowanie unijne, zapisz się na mój newsletter, gdzie dostaniesz bezpłatny przewodnik z pięcioma najczęstszymi mitami o pożyczkach unijnych, razem z konkretnymi liczbami i przykładami z życia moich klientów.
Dziękuję, że byłeś ze mną w tym odcinku – do usłyszenia następnym razem